Węgry – szczepy i producenci warci odkrycia
Jak na stosunkowo mały, a jednocześnie dobrze znany w Polsce kraj winiarski, Węgry skrywają zadziwiająco sporo tajemnic. Nieznane szczepy, wracające do łask style i winiarze coraz lepiej rozumiejący charakter unikatowych siedlisk – liczba możliwości zboczenia z utartych ścieżek jest nad Dunajem imponująca.

Wrześniową podróż po węgierskich regionach rozpocząłem od Badacsony. Pierwszym spróbowanym tam winem było Budai Zöld 2024 od Folly, producenta, do którego należy imponujące arboretum na stoku wzgórza Kisörsi. To właśnie tutaj znajduje się połowa całego, liczącego kilka hektarów areału starej odmiany budai zöld. Jej rola po epidemii filoksery sprowadzała się niemal wyłącznie do zapylania jednopłciowej odmiany kéknyelű, toteż przetrwała w mateczniku tej ostatniej, czyli nad Balatonem. Nie jest to szczep z wielkim potencjałem, ale ładnie potrafi wybrzmieć wulkanicznej mineralności Badacsony, a do bazaltowego charakteru dokłada jeszcze przyjemne nuty jabłka, miodu, cytrusów i ziół (89 punktów).

Nie mogłem też odpuścić sobie spróbowania Csókaszőlő 2023 od Bussay, producenta z regionu Zala, rozciągającego się pomiędzy zachodnim skrajem Balatonu a granicą ze Słowenią i Chorwacją. Także csókaszőlő swój szczyt popularności miało w XIX wieku, a w początkach XXI wieku było już praktycznie zapomniane. Od jakiegoś czasu trwa powolny renesans jego popularności, można je już znaleźć także w Villány. Interpretacja od Dorottyy Bussay jest zrobiona w świetnym, oszczędnym, ale przenikliwym stylu. Ma sporo energii, nuty czerwonych i leśnych owoców oraz akcenty tytoniu, ziemi i kakao (92 punkty).

A teraz coś, co mogą znać wyłącznie fani austriackiego winiarstwa: cirfandli aka zirfandel. Odmiana trafiła do Peczu na południu Węgier w połowie XIX stulecia, a szczyt jej popularności przypadł na lata dwudzieste i trzydzieste ubiegłego wieku. Dziś Pecz jest jedynym oprócz Thermenregion przyczółkiem odmiany pochodzącej z Gumpoldskirchen. Nie zanosi się, by miało się to zmienić, bo to szczep dość kapryśny. Takie wina jak Matias Cirfandli 2024 pokazują jednak, że warto mu się przyjrzeć bliżej. Mamy tu aromat jabłka, grejpfruta, tulipana i geranium, zwarta fakturę i słonawy finisz. Całość wypada bardzo apetyczne (90 punktów).

Przenieśmy się do Kunságu, największego regionu Węgier. Znajdziemy tu między innymi odmianę aletta, która jest krzyżówką muscat ottonel i seyve villard. Jeśli ktoś zastanawiałby się, czym jest ten drugi szczep, spieszę wyjaśnić, że to deserowa hybryda stworzona we Francji, po którą w ojczyźnie sięgają dziś jedynie najwięksi ekscentrycy. Aletta 2024 od winiarni Bak ma bardzo muszkatowy charakter – częstuje nutami brzoskwini, pomarańczy i kwiatów. Do tego dochodzą: lekkość, radosny styl i goryczka w finiszu (87 punktów).
Producenci warci zapamiętania
W czasie blisko tygodnia spędzonego na Węgrzech miałem okazję spotkać wielu utalentowanych winiarzy. Szczególnie ciepłe wspomnienia łączę z trzema.

Pierwszym z nich jest Géza Légli. To nazwisko możecie kojarzyć z jego bardziej znanym bratem Ottó, którego winiarnia w Balatonboglár nazywa się po prostu Légli Borászat. Jak to często bywa wśród braci-winiarzy, którzy robią wina na własną rękę, jeden ma niezłą rozpoznawalność, a drugi, mniej znany, nadrabia różnicę bardziej rzemieślniczą filozofią. W tym wypadku tym drugim jest właśnie Géza, do którego należy mała winiarnia Kislaki, mieszcząca się w rodzinnym domu z licznymi śladami przeszłości – przedwojennymi meblami, mapami i litografiami.
Położony na południowym brzegu Balatonu Balatonboglár może zazdrościć północnym, wulkanicznym wzgórzom wulkanicznego terroir, ale tu, na glebie lessowej i piaskowcu, wina nabierają apetycznej krągłości, a w rękach Gézy – precyzji i osobowości. Polecam zwłaszcza Kislaki Pezsgő Chardonnay 2021, rewelacyjne bąble dojrzewające na etapie bazowym w dużych beczkach, a następnie 24 miesiące na osadzie w butelce. Świetnie skrojone, częstujące aromatami cytrusów, chleba i dymu, z kremową fakturą i mineralnym sznytem. U winiarza na półce wino to kosztuje ok. 50 zł, zawstydzając importerów, którzy jeszcze go nie sprowadzili. Inne wina Kislaki zdarzają się na Winnicy Lidla – na nie też warto polować.

Każdy, kto obserwuje węgierskie winiarstwo, słyszał na pewno o Robercie Gilvesym z Badacsony. Ten syn węgierskich emigrantów w Kanadzie dorastał na farmie tytoniu, by następnie przenieść się do Paryża, gdzie pracował jako architekt. Ostatecznie przeniósł się na balatońskie wzgórze Szent György, gdzie od 2012 roku robi jedne z najbardziej rozchwytywanych win Badacsony. Jego winiarnia znajduje się w miejscu, gdzie do 1680 roku rezydowała rodzina o swojskim nazwisku Lengyel, później posiadłość przeszła w ręce arystokratycznej rodziny Esterhazy. Robert wdrożył w winnicy cały bagaż praktyk niskointerwnecyjnych – od uprawy ekologicznej, przez ostrożne siarkowanie, po minimalistyczne etykiety. Liczba tych ostatnich może przyprawić o zawrót głowy, polecam sięgnąć zwłaszcza po Varadi Furmint 2021 i Mogyoros 2019. Część win Roberta jest dostępnych w Polsce u mniejszych importerów,

Sporo dobrego dzieje się w ostatnich latach w Egerze, gdzie nie brakuje nowych, ambitnych projektów. Na uwagę zasługuje między innymi marka Egersoul stworzona przez winiarnię Első Szóláti. Wszystkie wina są czyste, precyzyjne i pełne energii. Znakiem rozpoznawczym są tu doskonałe biele. Jeszcze kilka lat temu kategoria Egri Csillag zapowiadała się jako ubogi krewny czerwonych bikaverów, Egersoul pokazuje jednak, że mogą to być wina super poważne, a przy tym utrzymane w bardzo współczesnej stylistyce łączącej bogatą materię z mineralnością. Szukajcie Egersoul Astrum Egri Csillag Superior 2023 zrobionego ze szczepów olaszrizling, hárslevelű, furmint, zengő i chardonnay. Mamy tu szerokie spektrum nut cytrusowych, z pomarańczą na czele, sporo ciała, gładką fakturę, grejpfrutowy potencjał, kamienny sznyt i spory potencjał dojrzewania (92 punkty).
Wszystkie degustacje były częścią dużego wydarzenia, które z okazji festiwalu BOR 2025 ściągnęło do Budapesztu dziennikarzy, sommelierów i ludzi wina z całego świata. Przy okazji pobytu na Węgrzech ciekawie było zaobserwować profesjonalizację działań promocyjnych Wines of Hungary. Jej dowodem jest choćby ten film, który pokazuje, jak przekuć trudne i mało znane nazwy szczepów i stylów w atut. To interesujący przyczynek do rozważań dla wszystkich mniej znanych krajów winiarskich, które wahają się, czy stawiać na przysłowiowe porównania do Toskanii, czy próbować jednak wprowadzić do świadomości fanów wina na świecie słowa, które świadczą o ich wyjątkowości.